Niech POST będzie z Tobą - czyli dieta doktor Dąbrowskiej
Kolega chwali się:
- Wczoraj się ważyłem i zszedłem z wagą poniżej setki.
- Super, gratuluję - odpowiadam. A ile zrzuciłeś?
- 2 kg.
- Ok, a nie chciałbyś więcej np. 15kg?
- Jak?
- Dieta warzywno-owocowa doktor Dąbrowskiej. To naprawdę działa. Sprawdzone w domu, na żywym organizmie ;-).
- Eee nie…, nie jem już mięsa, nie mam czasu...
Nawet nie zapytał o szczegóły. A na biurku reklamówka z lekami na różne choroby. Uważa, że wie lepiej. Nie pozwolił sobie pomóc. Szkoda. Ale jak ktoś nie chce, to na siłę nic się nie da.
Dlaczego zwierzęta nie dostają zawałów serca?
Można na to pytanie oczywiście szybko odpowiedzieć:
- Bo zwierzęta nie maja polityków. Prawda? Pewnie tak, niejeden polityk potrafi podnieść ciśnienie poczciwemu obywatelowi.
- Bo zwierzęta się nie żenią (lub nie wychodzą za maż - będę sprawiedliwy). Jest tak? No jasne, nie okłamujmy się, że życie to sielanka, a druga połowa to anioł. Oczywiście kiedyś wszyscy będziemy aniołami, ale do tego czasu, wiele jeszcze się wydarzy...
Yerba Mate - skąd się bierze ta moc?
Kiedyś oglądając programy Cejrowskiego, nie bardzo wiedziałem, co ten facet pije? Ale zaintrygowało mnie to i podjąłem wyzwanie. Na początku, z pewna taka nieśmiałością sięgnąłem po moja pierwsza yerba mate i musze powiedzieć, że nie od razu bylem zachwycony. Pierwsze wrażenie, no cóż... to chyba nie dla mnie... Ale ja tak łatwo nie odpuszczam. Wiem, że są tacy, którzy "małej czarnej" nigdy nie zdadzą. Ja "zdradziłem" i nie żałuję. Zabrzmiało dwuznacznie, ale warto mieć szerokie horyzonty. To jak jest ze smakiem yerby?
Jak pozbyć się męża (albo żony)
Nie wiesz jak, a chciałabyś (lub chciałbyś), bo masz dość? To bardzo proste. Sposób, który podaję oddali także, od Ciebie wszelkie podejrzenia, tak więc uważam że jest w 100% bezpieczny. Nie potrzebujesz wymyślnych trucizn, ani narzędzi. Możesz to zrobić w biały dzień, bez żadnej konspiracji. Jedyny minus to taki, że nie jest to sposób z natychmiastowym skutkiem, ale nieco oddalonym w czasie. Ale dzięki temu właśnie masz doskonałe alibi. ;-) A teraz szczegóły:
Ile marchewki w marchewce?
A ile jabłka w jabłku? Okazuje się, że różnice są kolosalne i sięgają nawet 87%
Nie wierzysz? Czytaj dalej.
Zazwyczaj, gdy mówimy o niezdrowej żywności na celownik bierzemy przede wszystkim chemiczne dodatki do żywności tzw. "E". Słowo wytrych to: konserwanty. Utożsamiamy je z całym złem, jakie trafia do nas w żywności. Gdy mówimy o mięsie to myślimy: hormony i antybiotyki, którymi nieszczęsne zwierzęta są faszerowane (nawiasem mówiąc hormony są zakazane w świetle prawa i do tej pory nie natrafiłem na żadne badanie potwierdzające, aby ktoś je stosował w Polsce, w ostatnich latach, no, ale stereotyp to stereotyp). Rozprawiając o konwencjonalnych warzywach i owocach gdzieś po głowie krąży nam słowo: pestycydy. Cóż, ciągle doszukujemy się tego, czego być nie powinno w żywności. To nas przeraża i jest tematem rozmów przy rodzinnym stole. Zgoda. Tak faktycznie jest, ale to dopiero jedna strona medalu.
Czy dobry mikrob to martwy mikrob?
Na to pytanie większość ludzi odpowie prawdopodobnie twierdząco, dlatego że bakterie źle nam się kojarzą. Powodują infekcje, choroby, męczą nas i w ogóle lepiej, aby ich nie było. A więc co? Wyciągamy ciężką artylerię i prowadzimy ostrzał, antybiotykami, antybakteryjnymi mydłami, chemią gospodarczą, środkami ochrony roślin. Wszędzie tylko CHEMIA, CHEMIA, CHEMIA... "A bakterie się nie poddają. Sama tylko salmonella namnaża się w tempie geometrycznym. Dzieli się na dwie, co pół godziny. Jeśli więc na świecie pozostanie choćby jedna z nich, to wystarczy tydzień, a znów będzie ich dość, aby wszystkich ludzi na ziemi przyprawić o biegunkę."
Pszenica to rodzaj plastiku
Oczywiście mówimy o współczesnej pszenicy, ponieważ jeszcze kilkadziesiąt lat temu było inaczej. Co jest w niej nie tak? Teraz już wszystko. Ciężko znaleźć tak dalece zmodyfikowaną roślinę, jak pszenica. Wielu ludzi myśli, że zmodyfikowana jest kukurydza, soja, itp. Jak widać niekoniecznie. Nie stało się to w ciągu jednego dnia, ale trwało przez dziesiątki, a nawet setki lat. Największe natężenie zmian miało miejsce w ostatnich dziesięcioleciach, a ich skutki łatwo zauważyć dookoła w postaci epidemii otyłości, cukrzycy, osteoporozy, zapaleń stawów, miażdżycy, alergii, itd... Po co zmodyfikowano pszenicę? Oczywiście po to, aby uzyskać większą wydajność, niższe koszty, a co za tym idzie większy zysk. A poza tym dzięki ogromnej ilości glutenu, zawartemu w mące pszennej konsument jest po prostu szczęśliwy. Dlaczego? Bo za parę groszy może kupić pokaźnych rozmiarów bułkę lub chleb, puszysty, pachnący i chrupiący. Nierzadko, jeszcze ciepły, bo wyjęty przed momentem z elektrycznego piekarnika na zapleczu sklepu. Gospodynie domowe także sobie chwalą wynalazek białej, pszennej mąki – wszystko się udaje, wszystko pięknie rośnie.
Szkoła jedzenia
Dziwny jest ten świat, zauważam. Ludzie na nowo muszą uczyć się podstawowych rzeczy, takich jak np. sposób jedzenia. Niewykluczone, iż ktoś popuka się w głowę widząc tytuł, ja jednakże widzę potrzebę napisania o tym. Poniżej kilka prostych reguł. Jeśli chociaż w części będziemy ich przestrzegać efekt może nas mile zaskoczyć. Mnie przynajmniej zaskoczył.
Przecież na coś trzeba umrzeć...

Czyli z pamiętnika subiekta, odsłona druga.
To po prostu klasyka. Numer 1 w rozmowach Polaków. Genialne stwierdzenie, dzięki któremu, można sobie (oraz innym) wytłumaczyć własną, obojętność, bezradność albo brak wiedzy i ochoty na dalszą dyskusję. Zdanie wytrych, po którym zazwyczaj zapada cisza a rozmówca kiwa w zamyśleniu głową. Brzmi niby humorystycznie, ale mnie to nie śmieszy. Dla mnie jest to mówiąc wprost, żałosne. Gdy w dyskusji padnie takie zdanie to ja mówię, że owszem, tak, jasne, a następnie "ni z gruszki, ni z pietruszki" pytam zaskoczonego rozmówcę: "A jak długo Pani/Pan chciałby umierać? Jeden dzień? Kilka dni? Miesiąc? Rok? Kilka lat?" Zaskoczenie jest ogromne : -) Nie czekam dalej na odpowiedź, tylko jadę "z koksem". "No bo jeśli np. dzień lub kilka dni, to trzeba się postarać, ponieważ teraz standardem jest umieranie, które trwa kilka lat..."
3x przeziębienie, 2x ból, 1x niestrawność proszę...

Tytułowe zdjęcia zrobiłem jakiś czas temu w jednej z rzeszowskich aptek sieciowych. Nie trzeba być wielkim odkrywcą, aby zobaczyć, na co cierpi nasze społeczeństwo. A dlaczego cierpi? Głównie z powodu niewiedzy i poddawania się propagandzie medialnej. Ale też z braku czasu, czego sam doświadczam. Łatwo jest wyciągnąć bezmyślnie rękę po cudowne antidotum, jeśli w telewizji reklamuje je ktoś taki jak ja, z tymi samymi problemami i jeszcze twierdzi że to działa. A ja potrzebuje szybkiej pomocy, bo mam coś pilnego do zrobienia i NIE MAM CZASU, żeby chorować. NIE MAM CZASU nawet na to, żeby się zastanowić, czy ma to sens.
3x PRZEZIĘBIENIE
Przede wszystkim największa kasę zbija się na słabej odporności na infekcje.
Więcej artykułów…
Strona 1 z 2














