1000 razy więcej pestycydów

Mój kolega, pracuje w firmie produkującej żywność dla dzieci. Zleca on m.in. badania surowców do soków i odżywek. Kilka tygodni temu dał do zbadania próbkę jabłek, tzw. „deserowych” przeznaczonych do sprzedaży w marketach. Jabłuszka były ładne, kształtne i apetyczne. Oczywiście wszyscy byli pewni, że wyjdą przekroczenia w pozostałościach pestycydów, ale to, co usłyszałem wprawiło mnie w osłupienie. W stosunku do norm dla dzieci badania wykazały aż 1000 krotne przekroczenie. Mówimy o takich pestycydach oraz ich metabolitach jak: kaptan, THPI, glifosat oraz imidachlopryd. To bardzo niebezpieczne substancje i niestety powszechnie stosowane. (Oczywiście ta partia jabłek nie była przeznaczona i nie poszła do produktów dla dzieci.) Prawdopodobnie jabłka te trafiły już do sklepów a ludzie cieszą się, że kupili sobie smaczne i „zdrowe” owoce. Ogólna rada dla rodziców: jeśli masz czas oraz dostęp do ekologicznych owoców i warzyw przyrządzaj posiłki sam w domu. Jeśli nie, to lepiej kupuj gotowe „słoiczki” z przebadanymi składnikami. Tutaj nie radzę oszczędzać, bo można zrobić krzywdę dziecku, a tego chyba nikt z rodziców nie chce.

A dorośli, czy mogą jeść bezkarnie owoce spryskane „na maksa”. Oczywiście nie, bo kto mi powie: w jakim wieku człowiek staje się odporny na chemię? Otóż nie stajemy się nagle odporni. Całe chemiczne paskudztwo kumuluje się w organizmie i daje znać o sobie w postaci różnych dolegliwości.

Jest jeszcze jeden proceder, którego dopuszczają się sadownicy. Otóż stosują opryski, przeznaczone do ochrony innych roślin np. zbóż, a nie do owoców. O co chodzi? O pieniądze rzecz jasna. Substancję czynną mają tę samą, czyli oprysk będzie skuteczny, ale tzw. nośnik jest inny, przez co preparat jest tańszy. Może to powodować znacznie wyższe pozostałości substancji chemicznych w owocach. Czy ktoś to sprawdzi? Są służby które zajmują się kontrolą, ale czy jest ona skuteczna? Chyba nie za bardzo…

Kupując jabłka (i inne owoce) i nie znając kompletnie ich pochodzenia, a  z tym mamy do czynienia najczęściej, dobrze jest się posłużyć swoim wzrokiem. Reguła, która mówi: im brzydszy owoc tym większe prawdopodobieństwo, że mało pryskany sprawdza się w wielu przypadkach. Poza tym są gatunki, które potrzebują mniejszej ochrony chemicznej. Przykładem może być np. Szara Reneta. Pewnie przegrywa w smaku z nowoczesnymi odmianami jabłek, ale jak wiadomo smak to nie wszystko. Można powiedzieć, że stare odmiany owoców są bardziej odporne na choroby i pasożyty.

Od pewnego czasu całkiem inaczej patrzę na owoce i warzywa. To, co widzę w marketach, to owoce i warzywa, pięknie wybarwione, nieskazitelne, czyste i błyszczące, kuszące swym wyglądem. Prawdopodobnie w Raju Adam dostał od Ewy taki właśnie owoc. Bo gdyby dostał jabłko „brzydkie”, z brodawkami i dziurką po gąsienicy, to na pewno by się nie skusił…

No i co? Niewiele się zmieniło od pradawnych czasów. Człowiek kupuje oczami i patrzy portfelem, a potem choruje, narzeka i w aptekach zostawia fortunę.

Cóż, ja będę zachęcał do kupowania owoców i warzyw z upraw ekologicznych. Mam naprawdę dobre porównanie i widzę różnicę już na pierwszy rzut oka.

Na koniec uniwersalna reguła: dobra żywność będzie się psuła, znacznie szybciej od tej, która jest wysoko przetworzona, wyjałowiona i potraktowana chemią. To także radzę wziąć sobie do serca. A dlaczego np. cebula lub czosnek w marketach nie puszczają kiełków na wiosnę? Ha, to już jest temat na kolejny artykuł 😉

Mirek, Kukurykuuu.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *