A nie ma pan w woreczkach foliowych?

Z pamiętnika subiekta – odcinek kolejny.

– Ma pan kaszę.., tę no… gryczaną?

– Tak oczywiście. (i pokazuję klientce półkę z kaszami w torebkach papierowych)

– A nie ma pan tej kaszy, ale w woreczkach plastikowych, takich do gotowania…?  (w głosie klientki słyszę spory zawód, wygląda na to, że jest u mnie pierwszy raz…)

– Nie, nie sprzedajemy takiej, o jakiej Pani myśli. Bo wie Pani co, gotowanie folii w garnku, to nie jest dobry pomysł.

– Tak?, Hmm…

– Tak. Proszę mi wierzyć, wiem, co mówię. Proponuję pani najlepsza kaszę BIO prażona lub nieprażona. Która Pani woli?

– A czym one się różnią?

Rozmowa była bardzo miła, a klientka sympatyczna. W końcu kupiła obydwie kasze (w papierowych torebkach), aby sobie je porównać w domu. Po co o tym piszę? Otóż powyższy przykład pokazuje jak bardzo my współcześni ludzie zatracamy umiejętność trzeźwego myślenia. To tak jak jazda z GPS, gdy już go włączysz, to jednoczenie wyłączasz logiczne myślenie. Nawet jeśli przeczuwasz ze to nie jest najlepsza droga, to ślepo ufasz temu co podpowiada elektroniczne urządzenie. Z żywnością jest podobnie. Producenci masowej, żywności prześcigają się, aby klient jadał się coraz wygodniej i taniej. A klient bezkrytycznie podchwytuje wszystkie nowinki, jak dziecko nowe zabawki. Gotowanie w folii, pieczenie w folii, folia do mikrofali, pasteryzowanie w folii. Stop! Nie od dzisiaj wiadomo, że plastik zdrowy nie jest. W szczególności w wysokich temperaturach następuje bardzo intensywna migracja substancji chemicznych z opakowania do żywności. Ktoś może powiedzieć, przecież to tylko polietylen albo polipropylen z certyfikatem do kontaktu z żywnością, a  to nie szkodzi. Taaa… Sęk w tym, że to nie tylko polietylen. Folia zawiera sporo dodatków takich jak plastyfikatory, substancje antypoślizgowe, podnoszące wytrzymałość, w tym osławiony bisfenol A. Cały ten konglomerat staje się z czasem składnikiem żywności. A im cieplej tym szybciej.

Sam kiedyś z zapałem gotowałem w garnkach worki foliowe z kaszą i ryżem. Święty nie byłem, oj nie (i nie jestem). Aż pewnego dnia zauważyłem dosadnie: 
– Stary, co ty k… robisz? Chcesz wytruć siebie i innych? (w szczególności innych) 
I otworzyłem oczy…

Pewnie jeszcze nie raz  będę musiał otworzyć oczy sobie i innym, bo pomysłowość współczesnego człowieka nie zna granic.

Z pozdrowieniami
Mirek, Kukurykuuu.pl

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *