O mnie

Kim jestem i po co to wszystko.

Nie chcę pisać życiorysu, bo chyba nie o to chodzi. Potrzeba stworzenia tego bloga powstała w 2012 roku i jest wynikiem wielu zdarzeń, życiowych problemów i spotkań z różnymi ludźmi.

Strony tej nie byłoby gdybym:

– przez ponad 15 lat nie pracował  w przemyśle spożywczym, w firmie produkującej żywność dla niemowląt i dzieci,
– nie postanowił studiować na kierunku Technologia Żywności z Elementami Żywienia Człowieka
– nie pojawiły się problemy zdrowotne u mojego syna i żony,
– nie urodził się na wsi i nie spędził tam kilkunastu lat życia
– nie poznał smaku prawdziwej, zdrowej żywności,
– nie spotkał ludzi walczących z rakiem i nie wysłuchał tego, co mają do powiedzenia,
– nie obudził się ze snu wygodnego życia w epoce dobrobytu i popkultury,
– nie zechciał się tym wszystkim podzielić z innymi…

Wtedy  bardzo chciałem robić coś związanego z żywnością ekologiczną, edukacją, pogłębianiem świadomości, naturalnym leczeniem. Chciałem być praktykiem. Na jednym z korporacyjnych meetingów stwierdziłem że muszę coś zrobić bo zwariuję będąc wciskany w korporacyjny szablon, a jednocześnie próbując pozostać sobą. Z pomocą przyszedł tygodniowy pobyt w szpitalu w marcu 2012. Odcięty od świata medytowałem i ostatecznie postanowiłem, że zakładam firmę. Wymyśliłem nazwę Kukuryku oraz logo. Ostatecznie stanęło na Kukurykuuu.pl ponieważ nie udało mi się odkupić adresu www który mnie interesował. Wiedziałem że będzie to sklep z żywnością ekologiczną i naturalną oraz punkt edukacji konsumenta. Ot, jak mawiała moja żona, sposób na kryzys wieku średniego. Zapaliłem się w moim pomyśle i  leciałem dalej. Samodzielnie opracowałem stronę www (teraz wygląda już trochę inaczej), zacząłem pisać artykuły i do tej pory to robię. Entuzjazmu było wiele, ale za mało pieniędzy, zacząłem więc ich szukać. Napisałem projekt o dofinansowanie mojego przedsięwzięcia. Praktycznie cały biznes plan stworzyłem sam w ciągu kilku dni. We wrześniu 2012 przyszła decyzja: TAK, otrzymuję dofinansowanie ze środków europejskich. Zaczęło się realizowanie mojego marzenia kryzysu wieku średniego. Miałem na to pół roku. Wyrobiłem się w 4,5 miesiąca. Patrząc z obecnej perspektywy to było prawdziwe szaleństwo, przecież cały czas pracowałem na etacie w korporacji, a w godzinach, kiedy normalni ludzie odpoczywają zajmowałem się tworzeniem własnej firmy. W kwietniu 2013 roku sklep wystartował najpierw stacjonarny, po dwóch latach także internetowy.

Sklep prowadziłem przez 3 lata. Na początku 2016 roku podjąłem decyzję o jego sprzedaży. Była to decyzja czysto osobista, rodzinna i bardzo trudna. Sklep był rozpędzony ekonomicznie, przynoszący wreszcie zyski.  jednak przestał być moja własnością z dniem 30 kwietnia 2016. Trudno opisać, jak wielki rozwój osobisty przeżyłem w trakcie tych 3-4 lat,  gdy byłem jednocześnie prezesem, kupcem, sprzedawcą, marketingowcem i sprzątaczką – byłem każdym po trochu, ale było to ponad ludzkie siły. W tym okresie schudłem około 9 kg i do tej pory nie udało mi się wrócić do dawnej wagi, która była w sam raz. Wyobraź sobie 8 godzin w korporacji, a potem jeszcze na 3-4 godziny w sklepie. Bardzo często w domu byłem dopiero o ósmej wieczorem i to wcale nie był koniec roboczego dnia… Myśli o swojej firmie nie opuszczają głowy przez 24h. Czy tak można żyć? Przez pewien czas tak, gdy się ma jeszcze dużo determinacji i entuzjazmu.
Niezwykłe było życie w stanie schizofrenii, mój mózg funkcjonował jakby podwójnie. Z jednej strony pracując w korporacji („po ciemnej stronie mocy”) zderzałem się  na co dzień z betonem, brakiem decyzyjności, rozwlekaniem prostych spraw na tygodnie i miesiące, myśleniem niczym z filmów Stanisława Bareji. Z drugiej strony w swojej firmie („po jasnej stronie mocy”) mogłem zrobić co chciałem. Bywało że coś przyśniło  mi się w nocy, a już następnego dnia zmaterializowałem pomysł sprzed kilku godzin. Mogłem działać szybko i skutecznie, brakowało mi tylko… pieniędzy. Przez długi czas musiałem dopłacać do sklepu to, co zarobiłem na etacie w korporacji.
Po sprzedaży sklepu odpoczywałem przez kilka miesięcy – z głowy spadło mi wiele spraw. Odbudowałem więzy rodzinne. Zacząłem być zapraszany na różnego rodzaju wykłady i warsztaty jako „ekspert” od zdrowej żywności. Na wakacjach 2016 odwiedziłem Islandię, gdzie narodziłem się jakby na nowo, nabrałem dużego dystansu do siebie i tego co robię a w szczególności do korporacyjnego absurdu, który wciskał się każdego dnia, do mojego umysłu.
Z korporacji odszedłem, sklep sprzedałem, nie zmieniły się jednak moje wewnętrzne przekonania.

Prywatnie, jestem szczęśliwym mężem i ojcem dwójki dzieci. Mam także inne zainteresowania – oprócz tych prozdrowotnych – czytanie książek, turystyka wszelakiego rodzaju, najlepiej górska lub rowerowa, odkrywanie nowych miejsc, poznawanie nowych ludzi. Fascynują mnie kraje północy: Islandia, Skandynawia. Przekonałem się że bliżej mi do ludzi północy niż do południowców. Poza tym kocham muzykę od poezji śpiewanej po black metal. Nikogo nie dyskryminuję, pod warunkiem że ma coś sensownego do przekazania.

Zapraszam do kontaktu ze mną, do komentowania artykułów oraz na Facebooka.

Mirek Pytko