Bez kostki można żyć

Z kostką, czy bez kostki? Oto jest pytanie?

Jeśli jesteś zdania że rosół bez kostki rosołowej nie nie może się udać, to obawiam się że jesteś niewolnikiem systemu promocji i reklamy. Ponad wszelką wątpliwość można gotować naprawdę smacznie i zdrowo, z minimalną ilością soli bez wzmacniaczy smaku i zapachu.
Jeśli producent przypraw z jakiegoś powodu musi wzmacniać smak i zapach znaczy to tyle, że używa niskiej jakości surowców lub chce aby jego produkt był konsumowany w dużych ilościach. Pamiętaj że glutaminian sodu będzie postrzegany przez twoje kubki smakowe jako atrakcyjny. Jest to tzw. piąty smak, umami. Będzie on u Ciebie potęgował uczucie głodu, pomimo że w rzeczywistości możesz nie być głodny. No więc jeśli nadejdzie ten dzień, w którym zechcesz uwolnić się od wygodnej kostki, to ja proponuję wykonanie substytutu własnoręcznie, w domu. Co potrzebujemy:

1. Suszone warzywa: marchewka, pietruszka, seler, pasternak, por, cebula, czosnek itp.

2. Przyprawy majeranek, lubczyk, kolendra, czosnek niedźwiedzi, bazylia, oregano, jałowiec, pieprz kolorowy, liść laurowy (najlepiej jeśli nie będą zmielone, bo zrobisz to Ty 🙂 )

3. Sól: najlepiej morska, gdyż jest bardziej aromatyczna lub kamienna różowa (niekoniecznie himalajska, bo Polacy nie gęsie i swoją różową sól też mają)

Ogólna uwaga do składników: najlepiej z upraw EKO, dość świeże, szczelnie zapakowane, ponieważ aromatu nie będziemy wzmacniać za pomocą tablicy Mendelejewa, tylko wykorzystamy naturalne właściwości warzyw i ziół.

Jeśli chodzi o narzędzia to przyda się elektryczny młynek od kawy. Nawet ten najprostszy za 40zł w zupełności wystarczy.

Odnośnie proporcji, najlepiej jeśli każdy określi je wg swoich preferencji. Z mojego doświadczenia warzyw suszonych trzeba naprawdę sporo, z pieprzem i jałowcem lepiej nie przesadzać. Po dobraniu proporcji całość należy zmielić i dobrze wymieszać, albo vice versa. Naszą super przyprawę należy trzymać w szczelnie zamkniętym pojemniku. Jeśli ktoś ma pragnienie uformować otrzymany proszek w kostkę, to ja nie zabraniam (o sentymentach się nie dyskutuje 🙂 ale dozowanie łyżeczką też jest wygodne. A tłuszczyk, który znajduje się w marketowej kostce, a którego nie ma w naszej przyprawie, można, a czasem nawet trzeba dodać samemu do zupy/rosołu np. w postaci kości. Tutaj nie będę się wymądrzał, bo „co kraj to obyczaj”.

Odnośnie jeszcze rosołu który „zawsze wychodził z kostki” oświadczam, że nie ma cudów (przynajmniej w tej dziedzinie) i oprócz naszej przyprawy należy dodać jeszcze duuużo świeżych warzyw.

Mirek, Kukurykuuu.pl

Ps. Gdy pisałem ten artykuł kilka lat temu, kostki BIO były jeszcze rzadkością w sklepach. Teraz mamy ich zatrzęsienie i nie widzę przeciwwskazań aby ich nie kupić. Z drugiej jednak strony cokolwiek zrobisz sobie w domu sam od podstaw jest twoje i możesz powiedzieć z ręką na sercu: „wiem co jem” 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *