Dlaczego zwierzęta nie dostają zawałów serca?


Można na to pytanie oczywiście szybko odpowiedzieć:

  • Bo zwierzęta nie maja polityków. Prawda? Pewnie tak, niejeden polityk potrafi podnieść ciśnienie poczciwemu obywatelowi.

  • Bo zwierzęta się nie żenią (lub nie wychodzą za maż – będę sprawiedliwy). Jest tak? No jasne, nie okłamujmy się, że życie to sielanka, a druga połowa to anioł. Oczywiście kiedyś wszyscy będziemy aniołami, ale do tego czasu, wiele jeszcze się wydarzy…

  • Bo nie maja dzieci. No przecież maja,  tylko jakoś inaczej podchodzą do wychowania, instynktownie. Gdyby ludzie nie zatracali instynktu, to nie poddawaliby się praniu mózgu poprzez reklamy w TV i innych mediach i nie robiliby rzeczy niezgodnych z naturą
  • Bo zwierzęta nie musza chodzić do urzędów. Zagradza się? Jest coraz lepiej, ale nadal bardzo źle. Większość urzędników to gatunek lepszego człowieka, który zza biurka udaje, że jest panem życia i śmierci. Szacunek dla tych urzędników, którzy pomimo toksycznego środowiska rozumieją, że ten po drugiej stronie to mimo wszystko człowiek.
  • Bo zwierzęta nie musza chodzić do pracy i się nie stresują. Tutaj chyba każdy, albo prawie każdy się zgodzi (prawie, bo w Kukurykuuu.pl  pracownicy się nie stresują 😉 A wszędzie indziej? Jest różnie, ale stresu nie brakuje. Bo plan nie wykonany, bo szef się wkurzy, bo wskaźnik jest na czerwono, a powinien na zielono, bo zaraz się, ktoś do mnie przyczepi za coś, czego nie zrobiłem, bo będą szukać winnych i zapewne padnie na mnie. Koszmar, koszmar, koszmar. Zazdroszczę tym ludziom, którzy są w stanie opanować stres i patrzeć spokojnie, wręcz olewająco na projekcję filmu pt. „Chora rzeczywistość”.
  • Bo zwierzęta więcej się ruszają. Te dzikie pewnie tak. Domowe już nie za bardzo. Koty zamknięte w mieszkaniach, psy na łańcuchach, maja prawie tak, jak ludzie przykuci do biurek w korporacjach. A zwierzęta hodowlane? Taaa. Już widziałem jak 20 kurczaków na m2 uprawia jogging, albo świnki całe życie w chlewie gimnastykę artystyczna, z ryjem przy korycie i ogonem pod ściana. Brutalne? Tak. I niewygodne. Lepiej nie mówić o tym i nie widzieć….

Pewnie można by jeszcze długo wymieniać potencjalne przyczyny, dlaczego zwierzęta nie dostaja zawałów serca… tylko my ludzie.  Ale nie o tym chciałem.

Otóż człowiek, jako nieliczny z saków nie jest zdolny do syntezy witaminy C. W tym samym „klubie” znajduje się świnka morska i ssaki naczelne typu szympans. Praktycznie wszystkie pozostałe ssaki wytwarzają witaminę C z glukozy w wątrobie i nerkach, a umożliwia im to enzym zwany oksydazą L-gulonolaktonową. I co z tego wynika? Człowiek w wyniku ewolucji stracił zdolność wytwarzania tego enzymu i nie potrafi wytworzyć witaminy C, a jedynym jej źródłem stało się dla nas pożywienie.

Weźmy pod lupę małpy, które podobnie jak człowiek nie wytwarzają już witaminy C. U nich nie jest jednak tak źle, ponieważ wolno żyjące o wadze porównywalnej z człowiekiem spożywają dziennie od 2000 do 8000 mg naturalnej witaminy C. Poza tym taki szympans jest w stanie rozpoznać około 100 gatunków owoców i warzyw oraz 200 gatunków innych roślin, którymi, na co dzień się odżywia. A człowiek? Gdybym kogoś zapytał, aby mi wyliczył, jakie warzywa i owoce zna? Ciekaw jestem, do której pozycji doszlibyśmy. A gdyby jeszcze wyliczyć te, spożywane na co dzień? Oj czarno to widzę…

„Współczesna dieta jest bardzo uboga w witaminę C lub jej pozbawiona. Społeczeństwa krajów uprzemysłowionych, żywiące się chipsami, mrożonkami, słodyczami, pieczywem i ciastkami, spożywają jej bardzo niewiele. Tymczasem, zjedzenie dwóch pomarańczy dziennie dostarcza zaledwie 80 mg witaminy C, a więc 30 razy mniej niż wynosi minimalna dawka dobowa u naczelnych żyjących na wolności.

Cóż to ma wspólnego z zawałami serca?

Otóż witamina C jest jednym z najważniejszych przeciwutleniaczy obecnych w organizmie. Przeciwutleniacze to substancje zwalczające wolne rodniki, które atakują nasze komórki i powodują stany zapalne w komórkach, narządach i naczyniach krwionośnych.
W normalnym stanie ściany naczyń krwionośnych są szczelne: krew krąży w środku, substancje zawarte w osoczu nie przenikają na zewnątrz, jak krople wody spływają po liściu lub piórach kaczki. Jeśli natomiast ściana ulegnie uszkodzeniu, płytki krwi zaczynają do niej przywierać tworząc zakrzep, czyli grudkę zakrzepłej krwi.
Z zawałem lub udarem mamy do czynienia, gdy w wyniku zakrzepu dochodzi do zatkania tętnicy. (…) Jeśli do zatoru dojdzie w tętnicy dostarczającej krew do mózgu, mówimy o udarze. (…) Jeśli natomiast zator wystąpi w tętnicy wieńcowej, tj. dostarczającej krew do mięśnia sercowego i umożliwiającej mu pracę, mamy do czynienia z atakiem serca, fachowo nazywanym zawałem mięśnia sercowego.

 Lekarz zapewne wyjaśni Ci, iż przyczyną zawałów serca jest zwężenie i stwardnienie tętnic wywołane przez nagromadzenie płytki miażdżycowej – mieszanki tłuszczu, cholesterolu i wapnia. Aby uniknąć zatorów w tętnicach zaleci Ci ograniczenie spożycia tłuszczów, a w szczególności produktów o dużej zawartości cholesterolu…”

Ale to nie tak!!

„Miażdżyca i zakrzepy są ze sobą powiązane. Jeśli bowiem na wewnętrznych ścianach naszych naczyń krwionośnych gromadzi się płytka miażdżycowa, nie robi nam tego na złość, lecz po to, aby załatać ubytki wywołane przez substancje podrażniające (wolne rodniki) zawarte we krwi.”

Zacytowane wyżej fragmenty pochodzą z publikacji z newslettera www.pocztazdrowia.pl którego autorem jest Jean-Marc Dupuis. „Dlaczego zwierzęta nie dostają zawałów serca… tylko my, ludzie?” to tytuł przetłumaczonej na wiele języków książki holenderskiego lekarza Matthiasa Ratha.

Jeśli ktoś przeczytał ze zrozumieniem, to już wie, dlaczego.

Mirek, Kukurykuuu.pl

Żródła:
www.pocztazdrowia.pl, Jean-Marc Dupuis
„Dlaczego zwierzęta nie dostają zawałów serca… tylko my, ludzie?” Matthias Rath

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *