Surowe ma wszystko!

Był sobie człowiek. Pewnego dnia opanował ogień i zaczęła się jego wielka przygoda kulinarna, która trwa do dziś. Mało tego, że trwa, przeżywa istny renesans. Ilość programów kulinarnych i w telewizji pobiła chyba wszelkie rekordy. Master Chef, Pascal, Okrasa, Charlie z Kanady, Magda Gessler wchodząca na zaplecza restauracji i wiele innych robią furorę i generalnie dobrą robotę, bo zachęcają ludzi do własnoręcznego gotowania i poszukiwania. Ale, zawsze jest jakieś, ale. Wszystko trzeba robić z głową. Pomimo że jeździmy szybkimi samochodami, trzymamy w ręku smartfony, to nasz organizm ewolucyjnie wciąż jeszcze pamięta paleolit i surowe jedzenie. Wcale nie zachęcam, aby nagle rzucić wszystko i jeść tylko tatara (poniekąd bardzo zdrowe danie), ale dobrze jest wiedzieć, co warto pichcić, a co jednak odpuścić i zjeść na surowo.

Kilka lat temu spotkałem człowieka chorego na raka, w zaawansowanym stadium choroby. Wtedy jeszcze byłem nieświadomy wielu spraw, a ten człowiek otworzył mi oczy. Zapytałem go, dlaczego Pan zachorował? Co było powodem? A on odpowiedział: problemem jest żywność, martwa, bez enzymów… Nie bardzo wiedziałem wtedy, o co mu chodzi, enzymy? To, takie coś w żołądku, chyba… pomyślałem. No, ale teraz jestem już trochę mądrzejszy i wiem, że organizm nie ma enzymów na wszytko i posiada je w ilości ograniczonej. Nie strawi poprawnie każdego cudownego jedzonka zawiniętego w kolorowe papierki. A ile się przy tym namęczy. Wiele marketowych produktów jest po prostu nierozpoznawalnych przez organizm, jako jedzenie. A jeśli to, co dostało się do organizmu nie jest jedzeniem, to jest wrogiem, intruzem i trzeba z nim szybko skończyć. Taką filozofią posługuje się układ immunologiczny i walczy: z mlekiem pasteryzowanym, mięsem gotowanym, bułeczkami pszennymi, tłuszczami rafinowanymi, margarynami i całą resztą współczesnej żywności. A jeśli wojska są na wojnie to, kto będzie bronił domu? No, kto? Nie ma, komu. Nowotwory, droga wolna…

Surowe jedzenie jest żywe. Posiada aktywny mechanizm samo destrukcji: owoc rośnie – owoc dojrzewa – owoc zaczyna ciemnieć – owoc zaczyna fermentować, owoc zaczyna gnić – owoc zamienia się w próchnicę. Enzymy w nim żyją i doskonale wspomogą twoje trawienie, a czasem zrobią to za ciebie, zupełnie za darmo (tzn. usługa w cenie dobrej żywności).

Oprócz łatwiejszej przemiany, ogromne znaczenie ma przyswajanie substancji odżywczych. 
Przykład: ziarno kakaowca. Mówi się, że ziarno kakaowca posiada najwięcej minerałów ze wszystkich roślin na ziemi. Idąc tym tokiem myślenia ktoś kto pije kakao np. rozpuszczalne i wcina codziennie tabliczkę czekolady powinien tryskać zdrowiem, a magnez powinien wylewać mu się uszami 🙂 Ale tak nie jest. Dlaczego?

Otóż w temperaturze powyżej 40°C ziarno kakaowca traci niestety większość swoich magicznych właściwości. Był magnez, ale zostało po nim wspomnienie… Znakomita większość kakao na rynku, to produkt odtłuszczony, uzyskany tzw. metodą holenderską, w której część tłuszczu usuwa się z pomocą gorącej pary (pow. 100°C !) i węglanu sodu lub potasu.

W takim razie, co dalej? Reklamy zachęcają do zakupu super-magne-balans-extra preparatów. Czy warto? Moim zdaniem nie warto. Trzeba po prostu wrócić do początku, do momentu, gdy kakao było jeszcze surowe, a człowiek nie zdążył go popsuć.

Jeśli dobrze poszukasz, to znajdziesz w dobrych sklepach, surowe ziarno kakao, albo surowe kakao zmielone. Ba, są nawet czekolady wykonane z surowego kakao w temperaturze poniżej 40°C. Za parę złotych stajesz się posiadaczem bomby magnezowej o niewiarygodnej wręcz przyswajalności. Ciekawe, że nie reklamuje się surowego kakao w TV? 🙂 Ale koncerny muszą przecież z czegoś żyć, nieprawdaż?

Mirek, Kukurykuuu.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *