Tani olej silnikowy czy brzydka sukienka?


Z pamiętnika subiekta. Odsłona kolejna.

– Panie, a po ile te truskawki?
– Po 7,50 zł/kg.
– Łoo too droogo…
– Wcale nie. To są truskawki z ekologicznego gospodarstwa, nie opryskiwane chemicznie. Są zdrowe.
– Eee, Ni ma takich. Wszyscy pryskajo.

Jak mnie osłabiają tacy klienci! Na szczęście nie ma ich wielu. Czasem taki się napatoczy, wtedy modlę się, żeby jak najszybciej wyszedł i nie wracał….

Wartość naszego sklepu i klimat tworzą nasi Dobrzy Klienci. To dzięki naszym klientom sklep istnieje i rozwija się a my wraz z nim. Ja realizuję swój życiowy plan 😉 a Asia ma pracę. Dzięki naszym klientom wiemy coraz więcej i możemy zaproponować coraz więcej. Bardzo, ale to bardzo jesteśmy wdzięczni Opatrzności za pozytywnych ludzi, którzy nas otaczają. To, co mnie martwi, to kurcząca się powierzchnia sprzedażowa oraz problem z parkowaniem samochodów. Każdy nowy produkt w sklepie to prawdziwe wyzwanie, bo nie ma już miejsca na półkach, a dodatkowego regału nie ma gdzie postawić. Zaparkowanie samochodu to trochę ruletka: raz miejsce jest, a raz go nie ma, raz bliżej, raz dalej. Pewnie kiedyś trzeba będzie znaleźć coś większego i pomyśleć o przeprowadzce…

A wracając do truskawek. Te, które mamy, z certyfikowanego gospodarstwa ekologicznego, oprócz tego że mają „papiery”, są faktycznie czyste. Wiele razy słyszałem od klientów: „Po przypadkowo kupionych truskawkach zaraz mnie sypie, a po tych nic!” Strasznie mnie to cieszy i nadaje sens naszej pracy.

Tak sobie myślę, że świadomego klienta łatwo rozpoznać po tym jak zadaje pytania. Najpierw pyta JAKIE?, a potem pyta ZA ILE? Nigdy odwrotnie. Zauważyłem, że wśród tych mało świadomych klientów panuje przekonanie, że najlepiej zaoszczędzić na żywności. Przykład: facet na pewno nie kupi byle jakiego paliwa do samochodu, albo taniego oleju silnikowego, bo przecież szkoda auta, silnik może się zatrzeć i co wtedy? Kobitki natomiast, gdy robią zakupy ciuchowe wolą dołożyć 50 czy 100 zł więcej i kupić coś, w czym będą się dobrze prezentować, a nie worek na ziemniaki. A żywność? Ech… Tym mało świadomym klientom tłumaczę, że żywność EKO wcale nie jest droga, tylko źle jest kalkulowana. Do taniej żywości marketowej lub nawet tej droższej wysoko przetworzonej należy doliczyć jeszcze rachunki za wizyty lekarskie oraz paragony z apteki. Gdy to wszystko zsumujemy otrzymujemy rzeczywistą cenę taniej żywności. Co tanie, to drogie – stare przysłowie, wiecznie żywe. Zupełnie nie wiem natomiast jak wycenić utratę zdrowia? Chyba nie da się…

Często bywam też w Biedronce – w końcu cała Polska robi tam zakupy 😉 Zazwyczaj idę do zamrażarki z rybami lub półki z winami (niestety nie mam ich jeszcze w swoim sklepie, a w Biedronce można kupić nawet wytrawne wino eko!). Gdy obserwuję, co ludzie kładą na taśmę przed kasą normalnie mnie słabi. Być może to już jakieś zboczenie, ale chciałbym czasem powiedzieć człowiekowi: „Po tym, co kupiłeś, twoje dziecko będzie mieć za kilka lat cukrzycę, albo osteoporozę, albo coś innego. A ta rzecz to jest wstęp do raka jelita grubego”. Nie, nie robię scen, bo ludziska popatrzyliby na mnie jak na wariata i wsadzili w kaftan. A może jednak powinienem zwracać im uwagę? Sam już nie wiem…

W dyskontach ludzie kupują dużo. Jest tanio, (choć pozornie) więc można kupić dużo objętościowo i cieszyć się, że wyjeżdża się z pełnym wózkiem za kilkadziesiąt złotych. I znowu zła kalkulacja. Przykład: zamiast trzy napompowane bułki lub pół bochenka puszystego chleba (pomijam, że to pszenica na drożdżach) lepiej zjeść 2 kromki razowego żytniego lub orkiszowego chleba na zakwasie. Po pierwszym zestawie jakoś ciężko na żołądku i po krótkim czasie znowu jeść się chce. Ciasto z białej pszennej mąki podnosi cukier we krwi szybciej niż biały cukier buraczany. Natomiast pieczywo razowe, żytnie lub orkiszowa rozkłada się znacznie wolniej na cukry proste, daje sytość na dłużej, nie męczy żołądka – bakterie kwasu mlekowego podczas fermentacji ciasta zrobiły dobrą robotę.

Takich przykładów jest więcej. Zamiast kilku zgrzewek wody mineralnej (lub słodkich napojów – Boże wybacz im głupotę) lepiej kupić dobry filtr do wody i koralowca żeby ją zmineralizować i alkalizować. Można też kupić dobrą wodę alkaliczną w butli na wymianę. Będzie taniej niż w butelkach, mniej śmieci na wysypiskach, organizm odkwasi się po stresach i grzechach łakomstwa. Żeby się tylko chciało chcieć.

Zamiast tanich bezpłciowych kurczaków, co drugi dzień, lepiej kupić raz na tydzień jakieś eko mięso lub przynajmniej z dobrego źródła – nie pędzone i zjeść coś zdrowego. Zauważam jak wielu ludzi myśli, że białko zwierzęce to największe dobrodziejstwo jakie ich może spotkać i zjadać trzeba go naprawdę dużo, bo jest potrzebne. Znowu błąd. Dorosły człowiek potrzebuje tylko około 0,5g białka na 1 kg masy ciała. Dzieci nieco więcej, bo rosną. I mówię tu o sumie całego pochłanianego białka: z mięsa, jaj, sera, roślin strączkowych, zbóż. Bardzo szybko można uzbierać potrzebną dawkę. Nadwyżka natomiast sprawia, że czujemy się coraz starsi i jesteśmy coraz starsi. Organizm, gdy nie potrzebuje już białka jego nadwyżki „upycha” np. w stawach. 
Kolejny „morał” brzmi: lepiej mniejsza ilość, ale wyższa jakość.

Będę już kończył. To temat rzeka i na pewno będę do niego jeszcze wracał.

Mirek, Kukurykuuu.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *