Tylko spokój może nas uratować…

Nie ma w tym nic odkrywczego, ale większość ludzi których widzę, zapomina jak zbawienne działanie na życie codzienne ma po prostu spokój ducha i równowaga. Bez nich daleko nie zajedziesz. A co nam najbardziej przeszkadza? Mnie osobiście nadmiar informacji, których nie chcę, a które nachalnie serwują mi przeróżne media. Znakomita większość niusów, ma niestety negatywny przekaz, począwszy od śmierci tysięcy ludzi w wyniku wojny, trzęsienia ziemi, czy katastrofy lotniczej, a skończywszy na tragedii, w małym miasteczku, na prowincji, gdzie mąż zadźgał żonę nożem. Do tego dochodzą informacje niepokojące typu: planowane podwyżki cen, wzrost kursów walut (jednych to martwi, innych cieszy), nowe przypadki jakiejś egzotycznej choroby przywleczonej z drugiego końca świata, prognozowana niewypłacalność ZUS-u, korupcja w szeregach partii rządzącej, nowa afera paliwowa, i tak dalej, i tak dalej… Do tego dochodzą jeszcze informacje-śmieci, które skutecznie wpychają się, do szarych komórek, blokując poprawną pracę mózgu. Mamy tu pełną plejadę „pierdół” celebryckich, ciekawostek, które nikomu do niczego nie są potrzebne, „bicia piany” w sprawach, które narodziły się w czyjejś głowie i nieopatrzenie ujrzały światło dzienne. Przykłady można by mnożyć bez końca, a każdy kolejny będzie jeszcze bardziej absurdalny. Kolejna grupa informacji naładowanych emocjonalnie, to reklamy. Są już absolutnie wszędzie. Atakują bezpośrednio przez oczy, uszy, nos, ale też podprogowo docierają do naszej podświadomości skrzętnie zaszyte w obrazach i dźwiękach. Trudno człowiekowi bronić się przed tą lawiną, bo przeciwnik jest nierówny. Przeciwnikiem jest w rzeczywistości armia dobrze opłacanych specjalistów z dziedziny, psychologii, marketingu, sztuk pięknych, public relations i innych.

Człowiek może unieść dużo, ale jest tylko człowiekiem i w końcu zaczyna spadać w dół przygnieciony zbyt ciężkim ładunkiem informacji i emocji. Podobno współczesny człowiek, w ciągu jednego dnia poddany jest takiemu obciążeniu psychicznemu, jakiego człowiek średniowieczny nie doświadczył przez cały swój żywot. Czy porównanie jest dokładne? Nie wiem, ale z pewnością coś jest na rzeczy.

Jak się przed tym bronić? Trudno zamykać oczy, aby nie widzieć bilbordów, czy banerów reklamowych, albo zatykać uszy na zakupach, jest jednak miejsce gdzie ty rządzisz. To twój dom. Szybko przechodząc do czynów, ja bym od razu wyrzucił z domu telewizor, ale z drugiej strony nie o to chodzi. Przecież może służyć jako duży monitor. Nie jest sztuką zanegowanie całości, ale umiejętne wybieranie tego, co wartościowe w komercyjnej powodzi. Póki co idę na kompromis i unikam oglądania lub słuchania wiadomości. Jeśli jest coś co mnie interesuje sam sobie to wybiorę z serwisów internetowych. Przeżywanie emocji bohaterów z seriali telewizyjnych, też nie za bardzo mi służy, choć wiem dobrze, że są ludzie (nie szukając daleko – moja ukochana żona), którzy potrzebują zająć czymś swój mózg aby nie pozostawał bezczynny. Nie ukrywam że jest to fascynujące, gdy widzę jak jednocześnie  50% mózgu można użyć do poprawiania sprawdzianów szkolnych, 30% na rozmowę z dziećmi, w tzw. międzyczasie, 10% na rozmyślanie o jutrzejszym dniu, a ostatnie zasoby, czyli 10% pozwalają na zerkanie od czasu do czasu na ekran telewizora. Dla mnie to zbyt wiele, chociaż możliwe, że to ja jestem dziwny.

Dla mnie, wpatrywanie się w ogień kominka jest nagrodą samą w sobie i najlepszym kanałem informacyjnym, genialnym. Ogień, zawsze mówi to samo: spokojnie, będzie dobrze, musi być dobrze… Dobre wrażenia potęguje mruczący obok kot i ciekawa książka, odłożona na chwilę.

Co jeszcze zauważyłem? Współczesnym ludziom trudno czerpać radość z rzeczy prostych, niematerialnych. Bardzo często wycieczka do galerii handlowej z kartą płatniczą w kieszeni pozwala na krótką metę zaspokoić brak, który uświadomiła nam poranna reklama.  Ale czy ten brak rzeczywiście istniał, czy tylko daliśmy sobie go wmówić? A są przecież rzeczy proste, zupełnie za darmo, które pozwolą zachować nam spokój. Może to być spacer przez park, poranny bieg przez puste o tej porze ulice, uśmiech do przypadkowego człowieka. Z jednej strony banalnie łatwe, a z drugiej trudne. Nie ma czasu na spacer, bo trzeba jechać samochodem, załatwiając przy okazji codzienne sprawy. Bieganie? O nie, zwłaszcza rano! Uśmiechać się? Jak? jeśli nie jestem w nastroju, bo w pracy zwów dowalili roboty. I się nakręcamy… Czy warto szukać wymówek? Moim zdaniem nie, bo życie umyka, minuta po minucie, godzina po godzinie…

Tytułowe zdjęcie do tego wpisu pochodzi ze skansenu w Bergen, w Norwegii. Dla mnie jest ono esencją prostoty i spokoju, jakiego brakuje nam na co dzień. Będąc tam cofnąłem się  w czasie o 100 lub więcej lat. Po raz kolejny uświadomiłem sobie, że w codziennej pogoni za uciekającym czasem gubimy siebie, stajemy się kółkami coraz szybciej pracującej maszyny. Kiedyś tak nie było. Ale czy musi tak być teraz?

Mirek, Kukurykuuu.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *